środa, 10 listopada 2010

Ostia

W piątek wybraliśmy się do Ostii, na plażę i na wykopaliska. Plaża była trochę ciemna, podobno przez piasek pochodzenia wulkanicznego, oczywiście pozbieraliśmy muszelki. Ja jeszcze zażyłam kąpieli słonecznej, a Jacek odważył się popływać :). Inni ludzie, którzy także wyszli na plażę okazali się być Polakami. Nam taka pora niestraszna :).
Tak a propos Ostii, bardzo wygodne jest to, że można tam dojechać na bilecie dziennym, takim jak na metro. I często jeździ.
Potem pojechaliśmy na wykopaliska, tam to dopiero się poczułam. Szalałam między tymi ruinami. Czułam się cudownie i z pełnią zachwytu podziwiając pozostałości starożytne. Bardzo miłym zaskoczeniem było uczucie usłyszenia swojego głosu, kiedy stanęłam na środku amfiteatru. A potem Jacek też tam stanął, a ja poszłam na samą górę i usłyszałam prawie szept. Robi wrażenie. Byliśmy też w zakładzie młynarskim z kamiennymi narzędziami do mielenia ziaren i widzieliśmy zbiorowe toalety. Udało mi się je znaleźć dopiero jak wracaliśmy. Ale polecam każdemu. Ja tam jeszcze nie raz z chęcią pojadę.
A Jacek, jako student architektury dostał darmowy bilet. Ja zupełnie zapomniałam, że studiowałam filologię klasyczną, a pewnie tez bym weszła za free :). Następnym razem to wypróbuję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz